O Jakubie
Kubuś przyszedł na świat 16 listopada 2006 roku, na prawie cztery tygodnie przed planowanym terminem. Poród przebiegał bez komplikacji a Kuba mimo wcześniactwa otrzymał 10 punktów w skali Apgar. Na początku swojego życia bardzo ciężko przeszedł żółtaczkę, która nie opuszczała go przez ponad dwa tygodnie. Kubuś był ciągle naświetlany ale to nie przyniosło spodziewanych efektów. Później badania a ostatecznie transfuzja krwi. Kiedy już się z tym uporaliśmy szczęście było nieobliczalne - wspaniały i zdrowy chłopak. Zawsze, od najwcześniejszych miesięcy życia bardzo uśmiechnięty i radosny. Świetnie się rozwijał i rósł jak na przysłowiowych drożdżach. Tata Robert był z niego zawsze dumny i cieszył się za każdym razem, kiedy Kuba wyrastał z kolejnych par butów.
Zdarzało się czasami, że Kubuś miał słabszy dzień i humor mu nie dopisywał. Ukojeniem wtedy była przejażdżka samochodem, po której znów gościł uśmiech na jego i naszych twarzach.
Nigdy wcześniej nie zwróciliśmy uwagi na to, ze nasz syn bardzo, może trochę obsesyjnie interesuje się samochodzikami. Myśleliśmy – chłopiec, wiec nie ma się czemu dziwić. Jego dziwne zachowania zaczęły niepokoić nas, gdy Kuba miał 33 miesiące. Zaczęło się od tego, że przed każdym posiłkiem drzwi od kuchni musiały być zamknięte. Pojawiły się problemy z jedzeniem. Odrzucił to, co smakowało mu do tej pory, zaczął jeść tylko wybrane produkty. Kuba zaczął mieć ogromne problemy ze snem. Wybudzał się w nocy i nie mógł zasnąć przez co najmniej trzy godziny. Nie lubił być dotykany, przytulany. Wszelkie czynności pielęgnacyjne w obrębie głowy, ust czy zębów kończyły się płaczem. Zauważyliśmy, że Kuba był bardziej zainteresowany przedmiotami znajdującymi się wokół niego niż osobami. Fascynowały go tylko i wyłącznie samochody. Bawił się nimi w sposób niezgodny z przeznaczeniem. Ustawiał je w tzw. rządki, obserwował tor jazdy i to, w jaki sposób kręcą się koła. Potrafił robić to godzinami. Przypatrywał się zabawkom na wysokości wzroku, podrzucał i rzucał nimi obserwując tor lotu. Zauważyliśmy również, że biega przez dłuższy czas bez wyraźnego celu dla osób postronnych.
W tym momencie wszystko powoli zaczęło układać się nam w jedną całość. Połączyliśmy dodatkowe fakty takie jak właściwie brak mowy (kilka sporadycznych wyrazów, bądź pytań), powtarzalne zachowania, ciągłe pytania o ten sam przedmiot za każdym razem, kiedy go widział. Niestety, ale wcześniej nie spotkaliśmy się z chorobą, jaką jest autyzm. Nie wiedzieliśmy, że Kuba już potrzebuje pomocy.
Zaczęliśmy szukać przyczyny. Po dłuższej lekturze z wykorzystaniem internetu okazało się, ze musimy zrobić badania pod katem zaburzeń ze spektrum autyzmu. Niestety. Po testach okazało się, ze ten silny i uśmiechnięty chłopak dotknięty jest autyzmem.
Dla nas młodych, pełnych życia i miłości rodziców diagnoza Kuby była jak wyrok. Czar prysł... prysł jak ta bańka mydlana, które nasz syn tak bardzo lubi. Pojawiły się pierwsze łzy i zwątpienie we wszystko co nas do tej pory otaczało. Zaczęła się gonitwa za chęcią pomocy, na którą mamy nadzieję nie jest jeszcze za późno.
Wszyscy włączając babcię, dziadka i bliskich bardzo się staramy, aby Kuba mógł rozwijać się prawidłowo i aby nie stracił szansy na normalne dzieciństwo i samodzielność, kiedy juz dorośnie.
Na dzień dzisiejszy Kuba został przyjęty na trzy godziny dziennie do przedszkola integracyjnego. Uczęszcza również dwa razy w tygodniu na zajęcia z integracji sensorycznej i cztery razy w tygodniu na zajęcia edukacyjne. Kuba jest na diecie bezmlecznej, bezcukrowej i bezglutenowej, wymaga specjalistycznego żywienia.
Kuba ma wielki potencjał i od kiedy zaczęliśmy terapię poczynił ogromne postępy. Zaczął w miarę normalnie porozumiewać się z nami, pojawiło się też wiele nowych słówek, z których my rodzice jesteśmy bardzo dumni. Niestety, ale aby kontynuować terapię i zapewnić Kubie jak największą ilość zajęć potrzeba sporych nakładów pieniężnych. Każda dodatkowa godzina zajęć jest na wagę złota a Kubuś potrzebuje ich jak powietrza.
On jeszcze ma szanse. Ma szansę, aby w przyszłości był w stanie sam o siebie zadbać i założyć własną rodzinę.
Czy Kubie się uda? Czy wyjdzie zza lustra?
Hm, przypomina nam się bajka "Alicja w krainie czarów"
My jego najbliżsi zrobimy wszystko a nawet jeszcze więcej, aby lustro, za którym stoi stłukł całą swoją siłą. Siłą, która napędza nas i daje nadzieję na lepszą przyszłość dla niego i dla nas rodziców.


